„Trzynastka” – tragiczna liczba

Wojciech Łukaszewski

 

„Trzynastka” – tragiczna liczba

Po przejściu Armii Czerwonej przez tereny Mazowsza Północnego, w wyniku masowych aresztowań żołnierzy Armii Krajowej i wywożeniu ich do obozów pracy do Związku Sowieckiego, byli konspiratorzy zaczęli tworzyć tzw. Samoobronę Społeczną. W jej skład wchodzili byli żołnierze Armii Krajowej, a trudu jej organizacji w regionie podjął się Stanisław Rożek „Zych”, „Rożek”. W strukturze organizacyjnej Samoobrony Społecznej, występującej od września 1945 r. pod nazwą Ruch Oporu Armii Krajowej, znalazły się powiaty: przasnyski noszący kryptonim „Las”, makowski, noszący kryptonim „Zoo” oraz pułtuski, kryptonim „Maciejka”.

foto-1

Stanisław Rożek „Zych”, „Rożek” (zdjęcie z lat sześćdziesiątych XX. stulecia)

Działalność grupy była odpowiedzią na liczne bestialstwa czerwonoarmistów i funkcjonariuszy Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego w stosunku do byłych żołnierzy AK, a także rabunkową politykę w stosunku do społeczeństwa polskiego.

***

Jedną z poakowskich grup ochronnych dowodził Kazimierz Artyfikiewicz „Trzynastka” z miejscowości Krasiniec. Znajdowała się ona na terenie placówki gminy Krasne w powiecie

foto-2

Kazimierz Artyfikiewicz „Trzynastka”

ciechanowskim i nosiła kryptonim „Szkółka”. Pomimo że nominalnie stałą bazą grupy była gmina Krasne, to terenem jej działania były powiaty: Przasnysz, Ciechanów i Maków Mazowiecki. W skład grupy wchodziło około dwudziestu osób, m.in.: Franciszek Adamkiewicz „Piorun”, Tadeusz Chodkowski „Kartacz” z Wielodroża, Bogdan Kossak „Ford”, Czesław Bojarski, Józef Brzeziński, Eugeniusz Nałęcz „Jastrząb” z Wielodroża, Wacław Wójcik, Stefan Guzin, Stefan Furman, Marian Furman „Czapka”, Bogdan Szlaski, Jan Tadeusiak, Tadeusz Kołodziejski „Granit”, Władysław Kołodziejski „Ordon”, Stefan Kossak „Sokół”, Kazimierz Marcinkowski „Cichy”, Tadeusz Niski „Kruk”, Władysław Szymczak „Słowik”, „Wilk”. Ponadto grupa „Trzynastki” pozyskała do współpracy funkcjonariusza Milicji Obywatelskiej z Krasnego, Aleksandra Szarlaka, który przekazywał grupie bieżące informacje dotyczące ruchów komunistów w stosunku do żołnierzy podziemia.

Franciszek Adamkiewicz pseudonim "Piorun"

Franciszek Adamkiewicz pseudonim “Piorun”

W nocy z 10 na 11 lipca 1945 r. grupa „Trzynastki” rozbroiła posterunek MO w Krasnem. Zginął wtedy milicjant Józef Cichocki i funkcjonariusz UB Sękowski.

W lipcu 1945 r. bojówka Samoobrony Społecznej podlegająca organizacyjnie Stanisławowi Rożkowi „Zychowi” i bezpośrednio Ryszardowi Żbikowskiemu „Skibie”, „Kalinie”, otrzymała zadanie zniszczenia dokumentów poboru do wojska oraz dokumentów kontyngentowych mieszczących się w Urzędzie Gminy w Karwaczu. W dniu 14 lipca około godz. 23:00 grupa udała się do Urzędu Gminy w Karwaczu, gdzie zaczęła palić dokumenty urzędowe: nakazy obowiązkowych dostaw, kary za niewywiązanie się z obowiązku dostaw i powołania do wojska. Partyzanci chcieli również sprawdzić mieszkanie sekretarza gminy Wiktora Kuklińskiego, aby zapewne wymierzyć mu karę, lecz nie zastano go.

Tadeusz Chodkowski „Kartacz”

Tadeusz Chodkowski „Kartacz”

Po udanej akcji grupa „Trzynastki” udała się na odpoczynek do miejscowości Lipa, do gospodarstwa Józefa Krawczyka. PUBP w Przasnyszu natychmiast rozpoczął dochodzenie. Jeden z okolicznych konfidentów, Ignacy Stepnowski z miejscowości Wyrąb Karwacki, doniósł do przasnyskiego UB i wskazał miejsce przebywania partyzantów. Stepnowski zemścił się w ten sposób za wykonaną na nim karę chłosty. Grupa funkcjonariuszy UB wraz z żołnierzami sowieckimi upozorowała grupę partyzancką. Jeden z ubowców w niedzielny poranek wszedł na posesję rodziny Krawczyków i prowokacyjnie powiedział do żołnierzy „Trzynastki”, że jest żołnierzem Narodowych Sił Zbrojnych. W odpowiedzi usłyszał, że kwaterujący partyzanci są z AK. Żona Józefa Krawczyka upominała kwaterujących żołnierzy, że w pobliżu znajdują się funkcjonariusze resortu bezpieczeństwa, jednak partyzanci zignorowali ostrzeżenie mówiąc, „że resortu i milicji nie boimy się”. W niedzielę 15 lipca

Zdjęcie współczesne miejsca (2014 r.), gdzie zginęli żołnierze "Trzynastki". Uciekali w kierunku lasu, który znajduje się na lekkim wzniesieniu, dlatego byli bardzo widoczni i strzelano do nich jak do kaczek (fot. Maria Weronika Kmoch).

Zdjęcie współczesne miejsca (2014 r.), gdzie zginęli żołnierze “Trzynastki”. Uciekali w kierunku lasu, który znajduje się na lekkim wzniesieniu, dlatego byli bardzo widoczni i strzelano do nich jak do kaczek (fot. Maria Weronika Kmoch).

 

1945 r. śpiących w stodole w Lipie zaskoczyły oddziały wojska i UB. Według ustaleń informatorów ROAK w zasadzce brało udział dwunastu funkcjonariuszy PUBP z Przasnysza, czterech żołnierzy sowieckich oraz trzech funkcjonariuszy MO, a następnie dotarł jeszcze samochód z żołnierzami sowieckimi, którzy zajęli pozycje strzelnicze na dachach pobliskich budynków.

foto-5

Bogdan Kossak „Ford”

Po krótkiej walce żołnierze „Trzynastki” zostali zamordowani. Funkcjonariusz resortu bezpieczeństwa z Przasnysza Bronisław Andrzejewski sprawdzał czy na pewno nie żyją, kalecząc ich ciała bagnetem. O jego bestialstwie świadczy fakt, że jeden z partyzantów miał dziurę w głowie od ostrego bagnetu. Poległym zabrano ubrania, zegarki i obuwie. Zginęli wtedy następujący żołnierze: Kazimierz Artyfikiewicz „Trzynastka”, Franciszek Adamkiewicz „Piorun”, Tadeusz Chodkowski „Kartacz”, Bogdan Kossak „Ford”, Czesław Bojarski, Józef Brzeziński, Eugeniusz Nałęcz „Jastrząb”.

Zamordowanych partyzantów przywieziono przed posterunek Milicji Obywatelskiej w Jednorożcu. Chłopską furmankę eskortowało około siedmiu żołnierzy sowieckich noszących okrągłe czapki i bluzy wypuszczane na spodnie. Jeden z partyzantów jeszcze żył, siedział przed drzwiami posterunku MO. Był to ranny Stefan Budziszewski „Motyl” który został

foto-5-a

Stefan Budziszewski

odtransportowany na posterunek MO do Jednorożca, gdzie zamknięto go w areszcie. Jak wspominał Stefan Wilga, były funkcjonariusz MO z Jednorożca, Budziszewski na zadawane pytania nie odpowiadał, tłumacząc to zachowaniem tajemnicy organizacyjnej. Po krótkim pobycie w areszcie został zawieziony do szpitala w Przasnyszu, gdzie zmarł. Pozostali akowcy byli ułożeni jeden na drugim na furmance.

foto-6

Czesław Bojarski

W tym czasie w remizie strażackiej w Jednorożcu odbywała się zabawa taneczna. Dano znak orkiestrze, by przestała grać. Wtedy to wszyscy wybiegli na tzw. rogatki. Mimo nawoływań wojska do powrotu do remizy, wszyscy stali. Funkcjonariusze Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego wydali polecenie, aby orkiestra dalej grała. Ciała partyzantów zawieziono na pobliski cmentarz. Wielu świadków tamtego wydarzenia wspomina przekrwawione ubrania, zwisające bezwładnie ręce, nogi, zakrwawione głowy, a nad wozem krążący rój zielonych i niebieskich much. Ubowcom zależało na szybkim pochówku zamordowanych, poganiali

Józef Brzeziński

Józef Brzeziński

woźnicę. Od strony wsi wjechano furmanką na cmentarz, gdzie jedna osoba kopała już dół. Zwłoki zabierano z wozu składając je twarzami do góry. Mieszkanka Jednorożca, Anna Łukasiak, naoczny świadek tego wydarzenia, wspominała:

„Pamiętam, że jeden był blondynem, młodym mężczyzną; był w koszuli, boso; miał okropnie wyszarpany mięsień przedramienia. Na pewno nie ta rana była śmiertelna, ale to zapamiętałam. Jego położono pierwszego od mojej lewej strony. Zrobiło mi się słabo, ale stałam. Kobiety zaczęły zawodzić, żołnierze krzyczeć coś i ponaglać. Z tłumu jakaś kobieta zawołała, żeby chociaż chusteczkami nakryć twarze zamordowanych. Nikt się nie ruszył, bo żołnierze coraz groźniej krzyczeli i odpędzali ludzi. W dole było już pięciu mężczyzn. Stałam nad samą krawędzią dołu. Miałam piękną, ulubioną chusteczkę. Chwilę się zawahałam i rzuciłam do dołu. Mężczyzna stojący w dole nakrył nią twarz tego pierwszego. Dziwnym zrządzeniem żołnierze mnie nie odganiali. Wtedy z tyłu zaczęto podawać mi chusteczki, a ja rzucałam je do dołu. Nakryto w ten sposób twarze wszystkich siedmiu mężczyzn złożonych w grobie. Podczas składania zwłok do grobu mówiłam szybko po cichu «Zdrowaśkę» za każdego mężczyznę. Jakaś kobieta zaczęła głośno «Wieczny odpoczynek…». Ludzie podchwycili w tym czasie jak zasypywano ciała. Potem ludzie rozganiani przez żołnierzy zaczęli się rozchodzić. Ktoś chciał postawić jakiś naprędce zdobyty krzyż w głowach, ale żołnierze obcesowo wyganiali nas z cmentarza. Mnie wziął za rękę brat i szybko odciągnął od grobu. Ludzie rozchodzili się do domów. Wtedy żołnierze krzycząc i najeżdżając końmi zmuszali ludzi do pójścia do remizy i do dalszej zabawy. Nawet parę osób dostało nahajkami po grzbietach. Jednak zabawy nie podjęto. Groza ogarnęła wieś. Dowiedzieliśmy się, że ci nieszczęśnicy to akowcy, że ukryli się w stodole we wsi Lipa na odpoczynek. Ktoś musiał ich zdradzić. Żołnierze zaskoczyli ich śpiących. Ratowali się ucieczką w stronę lasu. Zginęli wszyscy, rozstrzelani jak przestępcy, bez pardonu. Chyba za dwa dni po pogrzebie po wsi rozeszła się wieść, że na cmentarz zajechał samochód od strony Przasnysza, że odkopują grób, że wyjmują zwłoki, układając na trawie opierając głowy na kamieniu, że obmywają twarze wodą i fotografują. Gdy tylko ruch na cmentarzu ustał i samochód odjechał pobiegłam z bratem na cmentarz. Zobaczyłam świeżo zasypany grób, a opodal na trawie mokry jeszcze kamień i wokół niego mokrą, rudą, ugniecioną trawę, jakby po niej ciągnięto coś ciężkiego…”.

foto-8foto-8-a

Eugeniusz Nałęcz „Jastrząb”

 

Pod koniec października 1945 r., przed świętem Wszystkich Świętych, byli żołnierze AK z terenu gminy Jednorożec postanowili wyprawić godny pochówek swoim zamordowanym kolegom. Stanisław Grabowski i Bronisław Lipka z miejscowości Połoń udali się do Aleksandra Maćkowskiego „Jowisz” do Ulatowa-Pogorzeli, aby zrobić w tajemnicy siedem trumien. Do grupy dołączył jeszcze Franciszek Obrębski z miejscowości Małowidz, zajmujący się stolarstwem. Aleksander Maćkowski zaprowadził całą grupę do swojego sąsiada o nazwisku Czaplicki. Deski na trumny zostały dostarczone przez Józefa Jankowskiego, przedwojennego wójta Jednorożca, podczas okupacji niemieckiej komendanta Ośrodka Jednorożec Nr 3 noszącego pseudonim „Liwiec”, od 1942 r. w Armii Krajowej, używał pseudonimów: „Młot” i „Jagoda”. Był komendantem placówki AK w Jednorożcu „P-2 – Wrzos”. Po zakończeniu wojny Józef Jankowski zmienił swój pseudonim na „Pogoda” i został dowódcą Ośrodka II Ruchu Oporu Armii Krajowej, który swym zasięgiem obejmował gminy: Jednorożec, Chorzele, Zaręby i Baranowo.

W październikowy wieczór 1945 r. byli żołnierze Armii Krajowej z miejscowości: Połoń, Małowidz, Olszewka, Budy Rządowe orz Jednorożec, w liczbie 80 mężczyzn, stawili się w Ulatowie-Pogorzeli, niektórzy nawet z bronią w ręku. Trumny dla pochowanych na jednorożeckim cmentarzu kolegów były wiezione przez Czaplickiego na furmance, natomiast byli akowcy szli szosą z Ulatowa-Pogorzeli do Jednorożca. Przechodząc obok gminnego posterunku Milicji Obywatelskiej oddali nawet w górę kilka strzałów. Po dotarciu na cmentarz grupa piętnastu mężczyzn zaczęła rozkopywać grób, natomiast pozostali stanęli na swoich posterunkach w rogach cmentarza, podejmując cały czas obserwację terenu. Wykopane, lekko rozkładające się już ciała, oświetlono elektryczną lampą i po oczyszczeniu twarzy z ziemi wkładano zamordowanych żołnierzy do przygotowanych trumien. Po usypaniu mogiły, wetknięciu krzyża i zawieszeniu wieńca nad każdą trumną, ułożono z białych cegieł krzyż. Następnie po krótkiej przemowie Józefa Jankowskiego nad grobami dawnych towarzyszy broni byli akowcy rozeszli się do swoich domów.

Józef Jankowski „Liwiec”, „Młot”, „Jagoda”, „Pogoda” (zdjęcie z lat pięćdziesiątych XX. stulecia)

Józef Jankowski „Liwiec”, „Młot”, „Jagoda”, „Pogoda” (zdjęcie z lat pięćdziesiątych XX. stulecia)

Nazajutrz miejscowe władze widząc, że grób partyzantów jest przystrojony, nakazały ówczesnemu przewodniczącemu Gminnej Rady Narodowej w Jednorożcu Edwardowi Przybyłkowi z Jednorożca usunięcie kwiatów. Jednak ten nie zgodził się na to i odświętnie udekorowany grób pozostał. W 1949 r. w wyniku niezachowania ostrożności przez Aleksandra Maćkowskiego sprawa wyszła na jaw i kilku uczestników konspiracyjnego pochówku zostało aresztowanych i przetrzymywanych w przasnyskich koszarach wojskowych, gdzie byli przesłuchiwani i torturowani.

***

Likwidacja oddziału Kazimierza Artyfikiewicza nie zakończyła konspiracji na tym terenie. Jak wspomniano wcześniej, dowódcą Ośrodka II ROAK, obejmującego swym zasięgiem gminy Jednorożec, Chorzele, Zaręby i Baranowo był przedwojenny wójt z Jednorożca Józef Jankowski Pogoda”. W gminie Jednorożec funkcję komendanta placówki sprawował Marceli Kobyliński „Orlicz” z Ulatowa-Pogorzeli, natomiast dowódcą grupy w Małowidzu był Wincenty Gołębiowski „Dąb”. Komendantem placówki Zaręby był Wawrzyniec Grabowski „Sakłak”, placówki Baranowo jej były wójt Józef Mydło „Pajączek”, natomiast komendantem placówki Chorzele Henryk Smoliński.

 

Zdjęcia – archiwum Wojciecha Łukaszewskiego

 

 

Artykuł z pierwszego numeru kwartalnika „Wyklęci”, dostępny w sprzedaży: http://wydawnictwomiles.pl/produkt/kwartalnik-wykleci-2/