Szlakiem 5. Wileńskiej Brygady AK „Łupaszki” na Warmii i Mazurach

Zbigniew Kononowicz

Szlakiem 5. Wileńskiej Brygady AK „Łupaszki” na Warmii i Mazurach

5. Wileńska Brygada AK mjr. Zygmunta Szendzielarza „Łupaszki” walczyła w okupowanej przez Sowietów Polsce, między innymi na terenach Warmii i Mazur, również w samym Olsztynie w 1946 r. Na tym terenie działały dwa Szwadrony 5. Wileńskiej Brygady AK – 3. Szwadron ppor. Leona Smoleńskiego „Zeusa”, który operował na pograniczu Warmii, Mazur i Powiśla oraz 4. Szwadron ppor. Henryka Wieliczki „Lufy”, przy którym pozostawał mjr „Łupaszko”, działający w zachodniej części Mazur i na Warmii.

Z zachowanego Dziennika 4. Szwadronu ppor. „Lufy” można odtworzyć szlak bojowy tego oddziału z dnia na dzień, a także dowiedzieć się, jak wyglądało codzienne życie partyzanckie. Wraz z innymi dokumentami 5. Wileńskiej Brygady AK został odnaleziony przez UB na Podlasiu w 1949 r.

***

Działania niepodległościowe 5. Wileńskiej Brygady AK „Łupaszki” na terenie Warmii i Mazur zainteresowały mnie nie tylko z tego powodu, że od urodzenia jestem mieszkańcem Olsztyna, ale przede wszystkim z powodu historii rodzinnej.

Od ponad ośmiu lat po śmierci Ojca, który był żołnierzem 2. Wileńskiej Brygady AK „Kaziuka”, zainteresowałem się bardziej historią „Samoobrony Wileńskiej” i ppłk. Jerzym Dąmbrowskim „Łupaszką”. Mój dziadek Antoni Kononowicz urodzony w Małych Solecznikach na Wileńszczyźnie w 1891 r. od samego początku był ochotnikiem, zagończykiem u ppłk. Jerzego Dąmbrowskiego. Służył w Samoobronie Litwy i Białorusi (Samoobronie Wileńskiej), potem 13 Pułku Ułanów Wileńskich i 211 Ochotniczym Pułku Ułanów Nadniemeńskich. Brał udział w słynnym „rajdzie” z Białej Waki do Brześcia w styczniu 1919 r.

Razem z dziadkiem służyli bracia Józef i Stanisław Mackiewicz, ks. Walerian Meysztowicz, przyjaciel św. Jana Pawła II (jest wersja, że ks. Meysztowicz zmarł w szpitalu na kolanach Karola Wojtyły), Tomasz Zan (prawnuk Tomasza Zana Promienistego, przyjaciela Adama Mickiewicza), Jan Kalenkiewicz, ojciec Macieja, założyciela formacji Cichociemnych, Eustachy hr. Sapiecha, Jan hr. Tyszkiewicz. Był również z nimi jako harcerz Witold Pilecki.
Szukałem i szukam następnych. Ostatni, którego znalazłem, to jeden z głównych bohaterów książek „Piąty etap” i „Bogom nocy równi” Sergiusza Piaseckiego – „Antoni Kralewicz”, partyzant Jerzego Dąmbrowskiego. W rzeczywistości to Antoni Niewiarowicz, przyjaciel Piaseckiego. Sergiusz Piasecki również służył w polskiej Dywizji Litewsko-Białoruskiej.

Oddział, właściwie pospolite ruszenie, na samym początku liczył około pięciuset zagończyków, w tym dwustu na koniach. Dziadek służył w oddziale konnym, był furażowym całego pułku. Oddział przeszedł kilkusetkilometrową trasę w warunkach mroźnej zimy. Na trasie staczał potyczki z regularną Armią Czerwoną i jednostkami niemieckimi. Rajd zakończyli zdobyciem okupowanego przez Niemców Brześcia. Tam weszli faktycznie w skład polskiej armii. Ks. Meysztowicz opisał to jako połączenie ostatniego pospolitego ruszenia Wielkiego Księstwa Litewskiego z Koroną.

Cała ich ułańska przygoda zaczęła się na Sylwestra 1918 r. w Wilnie przy ul. Wroniej 5. Zaatakowali i zdobyli jaczejkę, czyli „Wronie Gniazdo” (siedlisko komunistów oczekujących bolszewików). Walczył tam harcerz Witold Pilecki, który wtedy pierwszy raz zapoznał się z granatem. Jaczejka została zdobyta i Wilno było dwa dni wolne, nadciągała jednak Armia Czerwona, a wojsko niemieckie wycofywało się. Niemcy zaproponowali, aby poddali się, a oni ich przewiozą do Łap, aby mogli połączyć się z wojskami polskimi. Około dwóch tysięcy ochotników i ponad stu oficerów „poddało się”. Ppłk Jerzy Dąmbrowski i jego brat Władysław nie zgodzili się na to. Wraz z około pięciuset ochotnikami wycofali się do Białej Waki i zaczęli słynny rajd do Brześcia.

We wrześniu 1939 r. ppłk Jerzy Dąmbrowski był dowódcą mjr. Henryka Dobrzańskiego „Hubala” w 110 Rezerwowym Pułku Ułanów. Został zamordowany przez Sowietów w Mińsku Litewskim, wcześniej przebywał w Starobielsku, prawdopodobnie pochowany został w Kuropatach koło Mińska. Ppłk. Jerzym Dąmbrowskim interesował się prof. Tomasz Strzembosz. Opublikował książkę „Saga o «Łupaszce» ppłk. Jerzym Dąmbrowskim”.

Dla mjr. Zygmunta Szendzielarza ppłk Jerzy Dąmbrowski był wzorem do naśladowania, stąd przybrany przez niego pseudonim „Łupaszko”. Wobec powyższego również zainteresowałem się mjr. Zygmuntem Szendzielarzem i jego 5. Wileńską Brygadą AK. Dzięki mojemu Ojcu poznałem wielu Żołnierzy Wyklętych. W latach 80-tych i 90-tych co roku jeździliśmy razem na rocznice Operacji Ostra Brama, na które przyjeżdżali żołnierze wileńskiej i nowogródzkiej AK.

***

Będąc projektantem urządzeń sanitarnych jeżdżę dużo samochodem po Warmii i Mazurach. Brałem ze sobą Ojca i zawsze wracając z „roboty” mówił mi, w którym miejscu mam wjechać w lasy Warmii i Mazur, aby poznać szlaki 5. Wileńskiej Brygady AK. Miejsca te znał z opowiadań kolegów oraz bardzo dużo czytał na ten temat. W ten sposób przejechałem z Ojcem dobrych parę setek kilometrów po duktach leśnych Warmii i Mazur.

Nie zawsze warunki pozwalały na jazdę po lasach. W 2015 r. lato było wyjątkowo gorące i była susza, wobec powyższego można było poruszać się samochodem dosyć bezpiecznie szlakiem 5.Wileńskiej Brygady AK. Mając cały Dziennik 4. Szwadronu „Lufy” postanowiłem wykorzystać sprzyjające warunki atmosferyczne i dojechać do jak największej ilości leśniczówek, w których ten oddział ukrywał się przed wojskami komunistycznymi.

***

Henryk Wieliczko urodził się 18 sierpnia 1922 r. w Wilnie. Działalność partyzancką rozpoczął we wrześniu 1943 r. w oddziale kpt. Wincentego Mroczkowskiego „Zapory”, pozostałego po rozbitym przez partyzantkę sowiecką oddziale AK por. Antoniego Burzyńskiego „Kmicica”. W szeregach 5. Wileńskiej Brygady AK walczył od początku jej istnienia, uczestniczył w najważniejszych bitwach: z Niemcami – 31 stycznia 1944 r. pod Worzianami oraz partyzantką sowiecką – 2 lutego 1944 r. pod Radziuszami. Po rozwiązaniu brygady 23 lipca 1944 r. pod Porzeczem przedzierał się do Puszczy Augustowskiej, gdzie mjr „Łupaszko” wyznaczył koncentrację. Schwytany przez Sowietów trafił do 6 batalionu zapasowego WP formującego się w Dojlidach koło Białegostoku. Tego samego dnia zdezerterował i dołączył do mjr. „Łupaszki”.

Wiosną 1945 r. objął stanowisko zastępcy dowódcy 4. Szwadronu w odtwarzanej na Białostocczyźnie 5. Wileńskiej Brygadzie AK. W trakcie służby w brygadzie otrzymał awans do stopnia wachmistrza oraz Krzyż Walecznych. Po drugim już rozwiązaniu brygady, we wrześniu 1945 r., kontynuował działalność niepodległościową w szeregach patroli dywersyjnych na Pomorzu. W końcu marca 1946 r. mjr „Łupaszko” powierzył mu zadanie przedarcia się przez teren Warmii i Mazur na Białostocczyznę, celem ściągnięcia na Pomorze zdemobilizowanych rok wcześniej żołnierzy 5. Brygady. Zebrawszy ochotników po raz drugi przemierzył samochodem teren Warmii i Mazur, docierając do miejsca formowania brygady w okolicach Sztumu. Po wykonaniu tej akcji niemal natychmiast „wyszedł w pole”. Najpierw dowodził pierwszym patrolem partyzanckim 5. Wileńskiej Brygady AK na Pomorzu, a następnie 4. Szwadronem. Jego akcje cechował dynamizm, umiejętność panowania nad rozwojem sytuacji oraz zdolność podejmowania błyskawicznych decyzji. Dowodzony przez niego pododdział był też zdecydowanie najruchliwszą jednostką wileńską na Pomorzu. Jako jedyny przemierzył kilkakrotnie Warmię i Mazury, znacząc swój szlak bojowy samymi sukcesami. Pododdział 5. Brygady jako jedyny dotrwał też do amnestii 1947 r., kiedy to uległ samorozwiązaniu. Po demobilizacji 4. Szwadronu ppor. Henryk Wieliczko „Lufa” pozostał w szeregach działającej na Podlasiu i Białostocczyźnie 6. Wileńskiej Brygady AK. Zadenuncjowany przez agenta UB, 26 czerwca 1948 r. został aresztowany na stacji kolejowej w Siedlcach i postrzelony w trakcie próby ucieczki. Mimo bardzo ciężkiego śledztwa w WUBP w Lublinie zachował niezwykle godną postawę. Skazany na karę śmierci przez WSR w Lublinie, został zamordowany 14 marca 1949 r. w więzieniu na Zamku.

***

Jedną z najważniejszych leśniczówek 5. Wileńskiej Brygady AK, już nie istniejącą, była leśniczówka w Omulewie. Jest ona wielokrotnie wspominana w Dzienniku przez „Lufę”. Na przykład dzień przed referendum w 1946 r. 4. Szwadron „Lufy” zakwaterował już po raz kolejny w leśniczówce Omulew i przebywał tam do 1 lipca. Mjr „Łupaszko” po wcześniejszych likwidacjach funkcjonariuszy UB postanowił przeczekać ten okres bez podejmowania jakichkolwiek działań. „Lufa” opisał to w Dzienniku pod datami 29 i 30 czerwca 1946 r.

Leśniczówka Omulew już nie istnieje, ale cała historia związana z jej losami wydaje się paradoksalna. Po tzw. okresie utrwalania władzy ludowej, w latach sześćdziesiątych, w tym miejscu wybudowano ośrodek rządowy dla prominentów komunistycznych. Obecnie wykorzystywany jest przez MON. Bardzo chętnie przyjeżdżał tu Jaruzelski. Tak więc miejsce, w którym w 1946 r. ukrywał się przed obławami „Łupaszko” i jego Szwadrony, kilkanaście lat później stało się miejscem wypoczynku władz komunistycznych.

1 listopada 2015 r. zajechałem w miejsce nieistniejącej już leśniczówki Omulew, aby zapalić znicz w ramach akcji „1 listopada – Zapal znicz Bohaterom”.

Z Dziennika „Lufy” wynika, że ciekawym terenem działań 4.Szwadronu były okolice miejscowości Tarda niedaleko Miłomłyna. Tutaj doszło prawdopodobnie do spotkania mjr. „Łupaszki” z wysłannikami 6. Wileńskiej Brygady WiN ppor. Lucjana Minkiewicza „Wiktora”. Zacząłem szukać miejsca tego spotkania. Poznałem pana Jana Kulpę, 93 letniego emerytowanego leśniczego, mieszkańca Tardy, żołnierza AK z Podkarpacia. Od 1946 r. pracował jako leśniczy w leśnictwie Tarda, nadleśnictwo Miłomłyn. Swoją terenową Toyotą pan Jan zawiózł mnie przez las pod sam bunkier. Był to prawdopodobnie bunkier wykonany przez żołnierzy 4. Szwadronu „Lufy” 5. Wileńskiej Brygady AK.

W latach pięćdziesiątych pan Jan jako leśniczy natknął się na ten opuszczony już bunkier podczas zbierania grzybów, zauważył wystającą z mchu rurkę, myślał na początku, że to grzyb, a potem okazało się, że była to bardzo dobrze zamelinowana rura wentylacyjna.

Prawdopodobnie w tym „bunkrze” doszło do spotkania „Łupaszki” z partyzantami „Wiktora”, ewentualnie w jakimś niezamieszkałym budynku w okolicy.

Przy okazji dowiedziałem się, że znajomym pana Jana Kulpy był gen. Antoni Heda „Szary”, który niedaleko w miejscowości Emilianowo (obecnie Zatoka) koło Miłomłyna ukrywał się przed UB już po akcji rozbicia więzienia w Kielcach. Mieszkał tutaj pod nazwiskiem Antoni Wiśniewski.

Niedaleko od Tardy i Emilianowa (obecnie Zatoka) w Nadleśnictwie Miłomłyn w styczniu i lutym 1946 r. pracowała Danuta Siedzikówna „Inka” pod fałszywym nazwiskiem Danuta Obuchowicz.

Parę kilometrów dalej doszło do ciekawego incydentu, którego opis możemy znaleźć w Dzienniku „Lufy”: „9 VI Zielone Święta spędzamy na plaży nad wielkim kanałem. Zatrzymujemy tam piękny statek, który jedzie z Ostródy pod Elbląg. Dowiadujemy się, że ma nim wracać Bierut. «Wściekamy się», że zatrzymaliśmy go teraz, a nie w powrotnej drodze”.

Latem 2015 r. zajechałem również do leśniczówki Jełguń (niedaleko Olsztyna).

30 października 1946 r. w tej leśniczówce zmarł ciężko ranny w walce z oddziałem MO Henryk Wojczyński „Mercedes”, żołnierz 4. Szwadronu „Lufy” 5. Wileńskiej Brygady AK. „Inka” nazywała go swoim narzeczonym, a mjr „Łupaszko” tytułował „przyjacielem”. Przed śmiercią „Inki” „Mercedes” służył w Szwadronie „Żelaznego”.

30 października 1946 r. „Lufa” zanotował w Dzienniku: „Odjazd samochodem pod Łajs. W Pasymie lekarza też nie ma. Na postoju w leśniczówce Gelgungen (Jełguń) umiera «Mercedes»”. Okoliczności śmiertelnej rany „Mercedesa” opisał następująco: „W dniu 28 października 1946 r. pomiędzy wsiami Rękownica a Piduń na trasie Jedwabno-Wielbark pow. Szczytno doszło do potyczki z reżimowym milicyjnym patrolem. W potyczce zginęło 3 milicjantów. Dowódca grupy chor. Jarzębowski upozorował poddanie. Gdy zbliżyli się do niego partyzanci rzucił ukryty w ręku granat, którego odłamki ciężko raniły «Mercedesa»”. Po tym incydencie milicjant Jarzębowski został zastrzelony przez „Lufę”. „Mercedes” zmarł w dniu 30 października w leśniczówce Jełguń bez pomocy lekarskiej.

Po dotarciu do nieistniejącej dziś leśniczówki Kieraj, leżącej w pobliżu Stawigudy, partyzanci zrobili poległemu koledze prowizoryczną trumnę i poprosili gospodarzy z leżącej w pobliżu wsi Wymój o dokonanie pochówku informując, że mają pochować Henryka Wojczyńskiego „Mercedesa”, partyzanta 5. Wileńskiej Brygady AK, po czym odjechali w stronę Borów Tucholskich. Gospodarze Warmiacy, ciężko doświadczeni przez nową władzę ludową i Sowietów, którzy popełnili podczas zajmowania tych terenów liczne gwałty i rabunki, w obawie przed kolejnymi szykanami ze strony UB następnego dnia zameldowali o posiadaniu trumny ze zwłokami na posterunku MO w Stawigudzie. Zostali natychmiast aresztowani i zamknięci razem z rozkładającymi się zwłokami w piwniczce leżącej obok posterunku. Po dwóch dniach UB z Olsztyna zabrało zwłoki „Mercedesa” do Olsztyna, a Warmiaków po jakimś czasie wypuszczono.

Po tygodniu 4. Szwadron w powrotnej drodze na Podlasie ponownie odwiedził wioskę Wymój. „Lufa” zanotował w swym Dzienniku, że cała rodzina została aresztowana. Zwłoki „Mercedesa” spoczywają najprawdopodobniej na tzw. francuskim cmentarzu w Olsztynie przy ul. Szarych Szeregów, gdzie ubowcy dokonywali skrytych pochówków zamordowanych więźniów.

Kolejne miejsce znajduje się w Olsztynie przy ul. Moniuszki 11. W mieszkaniu państwa Symonowiczów wielu żołnierzy 5. Wileńskiej Brygady AK znajdowało schronienie. Wiosną 1946 r. mieszkanie stało się partyzancką „meliną” utworzoną przez ppor. Feliksa Selmanowicza „Zagończyka”. Bywali tutaj wachm. Jerzy Lejkowski „Szpagat”, wachm. Leon Smoliński „Zeus”, wachm. Wacław Beynar „Orszak” , ppor. Zdzisław Badocha „Żelazny” i ppor. Henryk Wieliczko „Lufa”. 6 lipca 1946 r. ubecy weszli do mieszkania Symonowiczów i zrobili kocioł. Grupą ubeków dowodził ówczesny szef olsztyńskiego UB Józef Światło. Jak wynika z ubeckich akt wachm. „Szpagat” i Halina Symonowicz zostali aresztowani 6 lipca 1946 r., a Bogumiła Symonowicz 7 lipca. Bogumiłę ubecy wyprowadzili w środku nocy, bo obawiali się , że podnosząc głos, krzycząc, zepsuje im kocioł. Szczęśliwie ostrzeżona została Danuta Siedzikówna „Inka” idąca na melinę przy ul. Moniuszki 11. „Inka” wyjechała wtedy z Olsztyna.

4. Szwadron „Lufy” krążył wokół Olsztyna, natomiast ppor. „Zagończyk” w odtworzonej 5. Wileńskiej Brygadzie AK objął dowództwo samodzielnego patrolu bojowo-dywersyjnego na okręg gdańsko-olsztyński. Od marca do czerwca 1946 r. patrol ten dokonał szeregu akcji, między innymi w Olsztynie, Gdańsku, Sopocie i Tczewie zdobywając broń oraz gotówkę, która przekazana została oddziałowi mjr. „Łupaszki” do dalszej walki z okupantem sowieckim.

Na ulicy Lelewela w Olsztynie, niedaleko katedry, była kolejna melina partyzancka 5. Wileńskiej Brygady AK. Na tej ulicy ukrywał się przed UB Józef Rusak, żołnierz mjr. „Łupaszki”. Przechował w swoim mieszkaniu Danutę Siedzikównę „Inkę”.

20 czerwca 2015 r. w Garnizonie w Lidzbarku Warmińskim odbyły się uroczystości związane z obchodami święta 9. Warmińskiego Pułku Rozpoznawczego, połączone z nadaniem jednostce imienia Patrona mjr. Zygmunta Szendzielarza „Łupaszki” oraz przejęciem dziedzictwa tradycji 4. Pułku Ułanów Zaniemeńskich. Podczas uroczystości miałem zaszczyt spotkać pana Józefa Rusaka.

Z relacji pana Józefa Rusaka: „Po jakimś czasie polecono mi, bym wyszedł na stację kolejową. Przyjedzie sanitariuszka, którą mam przechować przez kilka dni. To była «Inka». Przyprowadziłem ją do domu, którym był mały pokoik i kuchenka. Musieliśmy sobie jakoś w tych warunkach radzić. Była u mnie trzy dni. Spaliśmy na zmianę: jedno na jedynym tu łóżku, drugie na podłodze… Z tych dni zapamiętałem «Inkę» z codziennej modlitwy porannej i wieczornej, które odmawiała bardzo żarliwie. To był nie tylko pacierz. «Inka» znała na pamięć litanię do Matki Bożej. Któregoś dnia kazała mi uklęknąć obok siebie i razem modliliśmy się w swoich intencjach. Tyle lat minęło, a pamiętam to dobrze”.

***

Szlakiem 4. Szwadronu 5. Wileńskiej Brygady AK mjr. „Łupaszki” przejechałem dobrych kilkaset kilometrów, mając przy sobie Dziennik „Lufy”. Jeżdżąc po lasach, czasami błądząc, poznawałem wielu ludzi, którzy w większości pomagali mi swoimi informacjami, gdzie mam jechać, gdzie szukać i kogo pytać. Opowiadałem im, jaki jest mój cel podróży, wyjmowałem Dziennik „Lufy” i czytałem. Miejscowi mieszkańcy byli bardzo zaskoczeni, bo wielu dowiadywało się po raz pierwszy, że na ich terenach walczył z komunistami 4. Szwadron 5.Wileńskiej Brygady AK. Również w głębokich lasach podczas moich rajdów trafiałem na osoby zorientowane, nawet bardzo, które pomogły mi w orientacji i rozpoznaniu terenu.

Do wielu jeszcze miejsc, w których ukrywał się „Lufa” i mjr „Łupaszka”, które można zidentyfikować na podstawie Dziennika „Lufy” nie dotarłem, ale mam zamiar dotrzeć, przynajmniej na terenie Warmii.

 

 

Artykuł z numeru pierwszego kwartalnika „Wyklęci”, dostępny w sprzedaży tutaj: Kwartalnik „Wyklęci” nr 1